Odcinek  42

Gradi Golf & Country Club

Pole 18-dołkowe

Brzeźno 1 , 55-110 Prusice 609 270 075 recepcja@palac-brzezno.pl https://www.gradigolfclub.pl Tak

Powrót Poprzednie Następne

Ostatnio mieliśmy zaszczyt zagrać na Pro-amie poprzedzającym jeden z najważniejszych turniejów golfowych w Polsce – Gradi Polish Open. To był doskonały przyczynek do porozmawiania z właścicielami obiektu, o ciekawych początkach golfa w Brzeźnie, o tym jak zrodziła się pasja oraz jak ambitne plany wiążą się z tym miejscem. Marzena i Krzysztof Gradeccy ugościli nas w domku klubowym, w klimatycznej Biblioteczce, miejscu, które zna każdy zawodnik biorący udział w turniejach na Gradi GC. To tutaj zazwyczaj mieści się centrum turniejowe. W otoczeniu starych, eleganckich, XIX wiecznych mebli wysłuchaliśmy opowieści o tym, jak w popegeerowskiej wsi wyrósł jeden z najważniejszych ośrodków golfowych w Polsce

Pomysł na stworzenie pola golfowego zrodził się z potrzeby – dosłownie i symbolicznie. W czasach, gdy najbliższe pole znajdowało się w Międzyzdrojach albo w Czechach w Silherovicach, gra w golfa wymagała nie tylko pasji i determinacji, ale i czasu. A tych Krzysztofie i Marzenie Gradeckim nigdy nie brakowało, poza czasem. Zaczęło się jednak nie od golfa, a od tenisa, a dokładnie od konieczności zbudowania kortów tenisowych. „To miejsce znalazł właściwie mój kolega z dzieciństwa, Krzysztof, który zawsze był gdzieś blisko nas. Pracował z nami, gdy otwieraliśmy i rozwijaliśmy sieć supermarketów”, rozpoczyna historię Marzena Gradecka. „Ów Krzysztof był ekspanderem, czyli poszukiwał lokalizacji pod nowe sklepy. My, z mężem Krzysztofem, w tym czasie graliśmy w tenisa i mieszkaliśmy w Obornikach Śląskich, gdzie wraz ze znajomymi gromadziliśmy się wokół właśnie tenisa. Korty w Obronikach niestety zaczęły podupadać, aż w końcu nie nadawały się do użytku. Kolega Krzysztof miał więc znaleźć teren pod własny kort, o który sami zadbamy. W pewnym momencie coś zaczęli z moim mężem szeptać – że znaleźli adekwatne miejsce, niedaleko, tylko 10–15 minut drogi od nas. Miejscowość nic mi nie mówiła. Obydwaj panowie wiedzieli, że słowo „pałac” może mnie zniechęcić. Moja babcia – Sybiraczka – po powrocie do kraju zamieszkała z rodziną właśnie w zrujnowanym pałacu, z powodu którego w rodzinie słowo to miało ciężar. Pojechałam zobaczyć to miejsce. O tym, że jest tam pałac dowiedziałam się po drodze. Najpierw mąż powiedział, że na miejscu jest po prostu dom. Potem dodał, że duży dom, a następnie, że bardzo duży dom, wokół którego jest sporo zieleni. Zadatek był już wpłacony, a mąż bardzo chciał się za to zabrać. Obok boiska do siatkówki i nielegalnego wiejskiego wysypiska śmieci, dokładnie tam, gdzie dziś są korty tenisowe, rozpościerał się zarośnięty, zapomniany park, a pośrodku zaniedbany i zapuszczony pałac. Był koniec 1999 roku. Tak zaczęła się nasza przygoda z pałacem – można powiedzieć, ze zakupiliśmy go jeszcze w poprzednim tysiącleciu” opowiada właścicielka pałacu. Warto dodać, że już historia samego Brzeźna sięga początków ubiegłego tysiąclecia. Pierwsze zapiski o Brzeźnie sięgają XIII wieku (1201 roku), a jego starosłowiańska nazwa to Bresna (dziś tak nazywa się tutejszy klub piłkarski).

Jak Państwo Gradeccy zaznaczają, w momencie kupna ziemi pod korty (z pałacem jako dodatkiem) o golfie nie wiedzieli jeszcze nic, oprócz tego, że ich znajomi przepadli dla tej dyscypliny sportu i wyprowadzili się w końcu do Międzyzdrojów, by regularnie grać. Po prostu się zakochali w tej dyscyplinie. Jakiś czas później, wraz z rozwojem ich sieci drogerii w ramach organizowanego konkursu pojawiła się możliwość wyjazdu do Senegalu do jednego z ośrodków Club Med. Tam trafili na akademię golfa i jeszcze przed pierwszym treningiem wzięli udział w resortowym konkursie na putting greenie. „Zwyciężyłam i dostałam złoty medal, Krzysztof brązowy. Od tamtej pory codziennie machaliśmy kijami – rano i wieczorem” – wspomina Marzena Gradecka. „Gdy wróciliśmy pojawił się problem. Wiedzieliśmy, że jest pole przy Międzyzdrojach, ale mając trójkę małych dzieci, prowadząc firmy, wyjazdy na północ Polski to była mordęga. Mąż jednak nie odpuszczał i grał, gdy tylko mógł. Zostawiał mnie w czwartek z dziećmi i jechał grać. Lekko zwariował, ale przy okazji został „gwiazdą”. Zwyciężył w turnieju World Amateur Golf Championship, w finale trafiając dwa razy hole-in-one, i znalazł się na okładce magazynu Golf&Life jako odkrycie roku. Był już stracony”, opowiada ze śmiechem Marzena Gradecka.

Pomysł, by stworzyć pole golfowe przy pałacu, dojrzewał stopniowo. Jak mówi Krzysztof Gradecki: „Na początku chodziło tylko o to, żeby mieć gdzie grać. Głównym problemem był jednak brak wiedzy w tym temacie. Małą dziewiątkę zaprojektował Jacek Gazecki, z którym wtedy się poznaliśmy w Łukęcinie. O tym też zadecydował przypadek. Jacek miał samochód na golfowym parkingu, na którym napisane było Gazecki Design. Pomyślałem, że pewnie chodzi o pola golfowe. Zaczęliśmy rozmawiać i tak Jacek Gazecki został projektantem pola przy pałacu. Jacek się trochę przy nas uczył, my przy nim.”, dodaje Krzysztof Gradecki. „W miejscu, gdzie dzisiaj jest osiemnasty dołek, wszystko było zarośnięte, teren był zdewastowany musieliśmy robić specjalne ścieżki, aby się przedzierać przez gigantyczne łopiany. Najpierw, zanim powstało 9 dołków mieliśmy ich sześć. Na jakiś mini turniej przyjechał do nas Michał Kasprowicz, wówczas jeden z najlepszych golfistów w kraju,  który stwierdził, że to trudny obiekt – bo jest mnóstwo drzew i wody. Uwierzyliśmy więc, że jest to jednak pole, a nie tylko teren do machania kijami z bliskimi”, dopowiada właścicielka.

Na samym początku Państwo Gradeccy posiadali jedynie część dzisiejszego terenu Gradi Golf Club. Dokupowali go kawałek po kawałku: nieużytki, zarośnięte bagna, porzucone pola. Dziś pole golfowe zajmuje ok. 56 hektarów. Cały obiekt powstawał organicznie, remontowany był pałac, przestrzeń wokół, budowane było pole. Projektantów dużego pola – Gradi Golf jest już wielu. Głównym jest Krzysztof Gradecki, potem swoje dołożył Mateusz Gradecki, „Każdy wyjazd golfowy gdzieś na świecie przynosił nową inspirację, rozbudowę pola, jego wydłużanie. Na początku nie było w ogóle białych tee. Gdy zaczęliśmy myśleć o organizacji turniejów zawodowych zaczęliśmy dobudowywać białe tee. Ostatnia rozbudowa skończyła się 2 miesiące temu”, opowiada Krzysztof Gradecki. Dziś Gradi Golf Club to klasyczny parkland z dużą ilością drzew i wody. Niby krótkie pole – ale dla zawodowców może być prawdziwym wyzwaniem, co pokazują chociażby wyniki z Polish Open z serii Pro Golf Tour. Zawodnik z drugiego miejsca w rankingu tej ligi zagrał rundę na +2. Wystarczy chwila nieuwagi.

Wróćmy jednak do historii. Naturalnie poukładało się tak, że Krzysztof Gradecki zajął się bardziej polem, a remontem pałacu Marzena Gradecka, która przez sześć lat codziennie przyjeżdżała na miejsce. Dzieci odwoziłam do szkoły czy przedszkola, a od ósmej do dwunastej ogarniałam wszystko tutaj – od zieleni po drewno”. Architekci podsuwali pałacowe wizje z marmurowymi kolumnami, ale Marzena Gradecka wiedziała jedno: to ma być naturalne miejsce, wykończone drewnem, ma być „ciepło”. „Zabrakłoby mi środków i życia, aby to w ten sposób restaurować, jak chcieli architekci, więc stwierdziłam, że zrobię po swojemu. Przez 2 lata jeździłam po różnych pałacach i miejscach podpatrywałam, wykupywałam meble czy stare elementy, których dużo było zwłaszcza po powodzi w 97. W pewnym momencie pracowało przy Pałacu  siedem ekip stolarskich z całej Polski”, wspomina.

Gmina jest popegeerowska. Pobliskie Obroniki Śląskie to byłe uzdrowisko, ale Prusice nie mają takiej renomy. Trochę czasu minęło zanim mieszkańcy zaczęli akceptować nowych lokatorów i ich plany. Na samym początku częściowo niszczone było to, co powstawało, ale po kilku latach okoliczni mieszkańcy zaczęli dostrzegać zalety pola golfowego i Pałacu Brzeźno w ich okolicy. „Nie mogliśmy też liczyć na żadne dofinansowania. Ani Polska, ani Unia Europejska, ani gmina Prusice nie pomagały nam w tych inwestycjach. Dopiero od jakiegoś czasu gmina wspiera nas w naszych inicjatywach. Cieszymy się, ze ostatnio, wzorem naszych przyjaciół z Mazur, organizujemy bardzo udanie bezpłatne akademie golfa, co pomaga w popularyzacji golfa i przynosi w efekcie nowych golfistów. W gminie też powstał klub piłkarski Bresna, który wspieramy i z którego jesteśmy bardzo dumni”, opowiada Marzena Gradecka

Pole od początku było miejscem dla przyjaciół. Dopiero po kilku latach pojawiła się myśl o stworzeniu formalnego klubu. Mój przyjaciel z dzieciństwa został pierwszym kapitanem, a potem stopniowo dołączali kolejni znajomi – z Wrocławia, z okolicznych wsi i miast, z dawnych lat” – mówi Marzena Gradecka. „W pewnym momencie byliśmy już gotowi, by otworzyć się na innych. Tak naprawdę to Marek Gaik nas niejako otworzył mentalnie, organizując tu nasz pierwszy prawdziwy turniej”, dodaje.Nieopodal przeprowadzili się też Państwo Grabowscy, którzy mieli driving range we Wrocławiu. Wraz z nimi na nasze pole zaczęli przybywać kolejni pasjonaci golfa. Klub wyrósł na silnej, zgranej społeczności, która zgromadziła się wokół golfa, ale wyrosła na przyjaźni i znajomych”, wspomina Marzena Gradecka.

Gradi Golf Club słynie też z charakterystycznych turniejów, które integrują wokół siebie ludzi. Jednym z nich jest turniej „Brunetki, Blondynki. Ladies Golf Cup”.  Zaczęło się od tego, że mąż organizował turniej męski. Pozazdrościłam mu tego i stwierdziłam, że skoro faceci mogą, to my tym bardziej. Któraś z dziewczyn z Warszawy na ten pierwszy raz wymyśliła hasło: kicz party i tak powstał cały temat imprezy. Nie było wówczas social mediów i komunikacja była ograniczona, wiec nie wszystkie panie się przebrały. Tym które nie miały strojów, przywiozłam pół szafy ubrań, które miałam w domu, nienoszone, takie kupione na zaś. Przebrała się każda pani. To był istny cyrk. Było bardzo spontanicznie, radośnie i wspaniale. Już wiedzieliśmy, że, że chcemy to kontynuować.” dodaje Marzena Gardecka. W tym roku odbędzie się dwunasta edycja tego turnieju, który przez lata przybierał różne formy. Od wspomnianego kicz party, przez gwiazdy kina francuskiego, po postacie z bajek. Zawody z roku na rok cieszą się coraz większym powodzeniem wśród golfistek. Unikatowym turniejem był też Turniej Retro – z muzykami z filharmonii, starymi samochodami i grą w starego tenisa. „Jego propagatorem w Europie był Czesław Kruk, który dał mu nowy wymiar i duszę. Niestety, zmarł dwa lata temu i bez niego to nie to samo. Nie wiem, czy bez niego poprowadzimy te zawody. Szukamy kogoś kto pokocha ten turniej równie mocno jak on”, opowiada z sentymentem Marzena Gradecka.

„Pierwsze poważne turnieje, jakie zorganizowaliśmy były to turnieje seniorskie, w tym mistrzowskie, później właśnie męskie i damskie. A potem turnieje dla juniorów – Faldo Series , które robiliśmy przez 3 lata.”, wspomina Krzysztof Gradecki. „To było za czasów gdy Dominika i Mateusz byli jeszcze juniorami. Później z PGA Polska zaczęliśmy organizować Gradi Invitational. Wtedy zdobywaliśmy doświadczenie w organizacji turniejów zawodowych. Pojawił się w końcu pomysł, żeby zorganizować u nas turniej z zawodową ligą europejską. I tak powstał Polish Open, którego gościmy już po raz ósmy” , opowiada właściciel. „Zawodnik, który wygrał tegoroczny Gradi Polish Open  mówił, że pole było perfekcyjnie przygotowane, że greeny były bardzo twarde, czyli powodowały, że tylko najlepsi mogli sobie z tym poradzić. Nasz head greenkeeper – Michał Dobosz – stwierdził, że to dla nas pestka, bo na każdy turniej klubowy tak pole przygotowujemy. Oczywiście, to nie do końca jest prawdą, ale mamy niemal 10 letnie doświadczenie współpracy z Pro Golf Tourem, co procentuje, jeżeli chodzi o jakość pola. Z roku na rok się poprawia nasza wiedza i umiejętności jak to robić.”, dopowiada Krzysztof Gradecki.

Plany Krzysztofa i Marzeny Gradeckiej co do dalszej rozbudowy obiektu ucieszą wielu sportowców, nie tylko golfistów, i nie tylko w Polsce. Ma tu powstać centrum zimowego treningu – tak golfa jak i innych sportów – jedno z najnowocześniejszych w Polsce i w tej części Europy. Rozpoczęto już rozbudowę akademii golfa. Powstaną cztery krótkie dołki (od 60 do 100 metrów), z dala od drzew i przeszkód wodnych, idealne dla początkujących. Do tego chipping green, duży putting green, nowe stanowiska treningowe. Jeszcze w tym roku planowane jest wysiewanie trawy, a w kolejnym – otwarcie.

„Równolegle powstawać będzie zimowa strefa treningowa. Będzie ona częściowo na terenie pola  a częściowo z boku. Będzie to 6000 m² nowoczesnej przestrzeni sportowej,” przedstawia inwestycję Krzysztof Gradecki. „Spora część – 1000 m² – będzie przeznaczona na golfa. Będzie też duży halowy chipping green na wysokość 8 metrów i o długości 300 metrów, putting green o powierzchni 120m²,  strefa short game z miejscami do treningu pełnych uderzeń. Będzie miejsce na symulatory i 5 stanowisk drivingowych z monitorami. Obok będzie siłownia, boiska do badmintona, kryte do squasha. Salka wielofunkcyjna o powierzchni 300 m², a w dalszej przyszłości mini browar i kręgielnia. Miał być też tenis i padel, ale nie wiemy czy nie skończy się na 5 boiskach do padla,” wymienia jednym tchem Krzysztof Gradecki. Budowana jest także strzelnica. Ma to być w pełni profesjonalny obiekt, który może posłużyć także służbom mundurowym.

Tym samym w Brzeźnie, w gminie Prusice, powstanie letnio-zimowa golfowa strefa treningowa oraz centrum treningów dla sportowców wszelakich dyscyplin, jedne z największych w tej części Europy. Niektóre elementy będą zbudowane w przyszłym roku. Na pierwszy plan pójdzie golf, a pozostałe części powstaną w perspektywie półtora roku. Przy Pałacu będzie jeszcze sala wystawiennicza i sala balowa na 1000 m² i baza noclegowa. Łącznie w obiekcie zbudowanych zostanie dodatkowych 19 pokoi przy pałacu i 25 pokoi w centrum zimowym.

Na pytanie o powód tak dużej inwestycji Krzysztof Gradecki odpowiada ze śmiechem: „Miałem dwa wyjścia. Jedno – zamówić wojska inżynieryjne, wysadzić to w powietrze i zrobić górki przy polu golfowym. To byłoby rozwiązanie sporo tańsze. I drugie brnąć w sport i rekreację, czyli realizować ambicje studenta „Turystyki i rekreacji”, które cały czas u mnie zwyciężają. Z tą inwestycją jest jak z golfem. Nikt nie robił żadnej excellowej kalkulacji, bo jakby ją zrobił, to by żadna inwestycja golfowa nie powstała, bo nie miałaby sensu. To raczej jest pomysł, później próba wykorzystania tego pomysłu. Większość pomysłów na tak płytkim rynku golfowym w Polsce nie miałaby racji bytu, gdyby się podeszło do nich czysto ekonomicznie” dodaje.

Perspektywa ukończenia wszystkich etapów inwestycji to minimum dwa lata – ale pełne wykorzystanie potencjału tego miejsca to proces na kolejne dziesięciolecie. Państwo Gradeccy wierzą, że z czasem to ich dzieci przejmą pałeczkę i będą kontynuować rozwój Brzeźna. Dziś to już nie tylko pole golfowe. To idea – miejsce, które łączy rekreację, sport, rozwój i wspólnotę.

Gradi Golf Club to więcej niż klub sportowy. To opowieść o marzeniu, które z czasem stało się przestrzenią – dla ludzi, sportu, natury i wspólnoty. Stworzone z uporem, z serca, z drewna – kawałek po kawałku.