Każda nasza podróż wiąże się z jakimiś sentymentalnymi wspomnieniami. Nie inaczej było podczas kolejnego wypadu, ale zanim opowiemy o tym dokładnie warto przypomnieć, co działo się na początku naszej wyprawy. Wyjechaliśmy jak zwykle rano z siedziby Auto Idea Mercedes Benz. Firma ta nieustannie wspiera naszą akcję i chwała jej za to. Jej szef Bogusław Kowalski owładnięty, jak my, golfową pasją z pewnym rozżaleniem żegnał nas, gdy odjeżdżaliśmy elektrycznym mercedesem sprzed jego biura. Pojechałby oczywiście chętnie z nami lecz jak zwykle obowiązki zawodowe mu w tym przeszkadzały.
Rzęsisty deszcz, który tego dnia padał, sprawiał, że łatwiej mu było pogodzić się z myślą, że ponownie nie będzie członkiem naszej ekipy. Ruszyliśmy więc sami z Tadeuszem, tym razem na północ naszego kraju drogą, która cięgle jest jeszcze w przebudowie. Nie przeszkodziło to nam jednak w tym, by po kilku dosłownie godzinach zameldować się na Sand Valley Golf Club niedaleko Pasłęka. To nie było oczywiście główny cel naszej podróży. Dawno temu bowiem opisaliśmy już ten wspaniały golfowy resort. Tym razem wpadliśmy tam tylko na chwilę, by pogratulować Anttiemu Pohjonenowi i jego ekipie niekwestionowanego zaszczytu. Jego pole znalazło się na prestiżowej liście 147 golfowych obiektów z całego świata godnych polecenia. Ten unikalny ranking Custiodians of the Game tworzy od lat założyciel Golf Cluba Atlas Ran Morrissett. To powinno napawać dumą wszystkich, którym leży na sercu dobro polskiego golfa. Od lat należymy do tego grona i dlatego postanowiliśmy uczcić z Anttim taką wspaniałą wiadomość podwójnym espresso. Spotkanie z niezwykle sympatycznym Finem i świetna kawa, wprowadziło nas w tak doskonały nastrój, że dalsza jazda przebiegała w fantastycznym nastroju.
Byłem szczęśliwy, że podążaliśmy w strony, które są mi szczególnie bliskie. Moja babcia pochodziła z Kaszub i mam w tym malowniczym regionie dużo krewnych. Utrzymuję z nimi bliskie kontakty, mimo że nikt z nich nie gra w golfa. Mam jednak nadzieję, że kiedyś może wybiorą się ze mną do urokliwej miejscowości Tokary, zlokalizowanej na terenie gminy Przodkowo, by chociaż spróbować poczuć specyficzną atmosferę związaną z tą olimpijską dyscypliną.
Tym razem do Tokar jechałem z Tadeuszem, z którym już nie raz byłem w tym malowniczym zakątku. Podczas opisywanej jednak tutaj podróży udało nam się tam dostać szybciej niż zwykle, a to dzięki niedawno oddanej do użytku trasie szybkiego ruchu S6, która łączy Trójmiasto ze Szczecinem. Dzięki temu dojazd na pole jest wyśmienity. Gdy dodamy do tego fakt, że 15 km od Tokar jest lotnisko im. Lecha Wałęsy to wydaje się, że jest to doskonałe miejsce na golfowe wypady dla zawodników nie tylko z kraju ale też z zagranicy.
W urokliwie urządzonym domku klubowym czekała na nas Karolina Kulczykowska, która od dawna jest związana z polem golfowym Tokary. Obecnie jest studentką PGA Polska, instruktorką Tokary GC i promotorką golfa.
„To rodzinna fascynacja. Moi rodzice grają, bracia grają i w końcu ja zaczęłam, chociaż na początku pracowałam jedynie w recepcji. Potem jednak zakochałam się w golfie i nie wyobrażam sobie życia bez tego sportu”. Ledwie zamieniliśmy kilka słów i już w domku pojawił się pan prezes Paweł Kulczykowski, który zapytał nas na wstępie, czy to my przywieźliśmy z sobą ten wiatr, który hulał na polu. „My przywozimy tylko słońce”, odpowiedziałem zgodnie z prawdą, bo po fali deszczów w końcu zrobiła się piękna pogoda. Po krótkiej wymianie uprzejmości na temat między innymi świetnych pierogów, które serwują od lat w restauracji RODA, zaczęliśmy poznawać historię tego miejsca.
Wszystko zaczęło się od tego, że właściciel Piotr Pospieszny na początku lat 90-tych kupił tereny rolne, należące do byłego PGR-u. Zakupu dokonał na poszerzenie swojej działalności rolniczej. Na przełomie wieków pojawił się pomysł zbudowania pola golfowego. Piotr Pospieszny wraz z małżonką Barbarą wybrał się do Szwecji i zobaczył na własne oczy, jak ten sport się rozwija w kraju skąd pochodziła ABBA, Ikea i Svenson. Ta swoistego rodzaju „analiza biznesu” polegała mniej więcej na tym, że państwo Pospieszni, siedząc na tarasie restauracji na polu golfowym, obserwowali, jak na pierwszym tee pojawiają się golfiści. Co dziesięć minut, fligh za flightem, składający się przeważnie z czterech graczy. To musiało robić wrażenie.
„Piotr Pospieszny kalkulował, zdając sobie sprawę, ile kosztowało fee na tym polu”, opowiadał z pewną dozą ironii Paweł Kulczykowski. „Pomyślał wtedy, że to musi być dobry interes. Nie mając pojęcia zupełnie o golfie podjął decyzję, że założy pole”. Na początku to były tylko trzy dołki. Jednak jak wynika z dalszej relacji naszego gospodarza pomysł z polem wcale się na początku nie sprawdzał. Nie było chętnych do gry. Klub się nie chciał zawiązać i właściciel nie wiedział, co dalej robić. W momencie gdy tak sobie gaworzyliśmy podszedł do nas golfista, który z uśmiechem na twarzy błagał prezesa, by mu pozwolił, mimo zakazu, pojechać na pole meleksem. Po deszczach był bowiem zakaz ich używania na polu. Członek klubu to dojrzały już człowiek i nie wyobrażał sobie, by mógł zagrać całą rundę idąc z wózkiem. Biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu na Tokarach można go zrozumieć. To pole słynie z tego, że ma górzysty charakter. Trzeba czasami pokonać długi odcinek, idąc w górę, by dostać się na kolejne tee. Wymaga to niezłej kondycji
Wracając jednak do naszej rozmowy – dowiedzieliśmy się, że po konsultacjach i naradzie zawiązał się Golfowy Klub Sportowy „Tokary Golf Club”. Na jego czele klubu stanął między innym nieodżałowany Wacław Laszkiewicz, który wraz z naszym rozmówcą chcieli rozwijać golf na Pomorzu. W 2003 roku powstało 6 dołków, na bazie których zaczęto uczyć od postaw gry w golfa. „To było w tym czasie dla nas najważniejsze. Musieliśmy kształcić ludzi, by stworzyć fundamenty do powstania klubu.”, wspominał tamte czasy Paweł.
Panowie sami się również dokształcali. Wacław Laszkiewicz wyjeżdżał do USA, by tam się doskonalić i potem przekazywał swoją wiedzę u siebie w Tokarach. Równocześnie trwały prace nad budową kolejnych dołków. Dzięki temu wkrótce powstało 9 dołkowe pole z 18 platformami startów. Można było więc organizować turnieje. „Szkoliliśmy, organizowaliśmy turnieje i znowu szkoliliśmy” – podsumował trafnie tamte czasy Paweł.
Jak się okazuje po tym okresie, w 2012 roku, pojawiła się możliwość zrobienia pełnowymiarowej 18-tki ze słynnym par 6 na dołku numer 7 o długości 561 metrów z białych tee. „Podjęto taką decyzję, bo zmuszało do tego ukształtowanie terenu. Wezwaliśmy ekipę zajmującą się kalibracją pól golfowych. Po zrobieniu pomiarów przyznano nam rację i od tego momentu mamy tu dołek, który stał się już legendarnym wyzwaniem dla wszystkich golfistów”, z dumą podkreślił nasz gospodarz.
Z dalszych rozmów z Karoliną i Pawłem dowiedzieliśmy się, że klub liczy 260 członków. Do niedawna znany był z prężnej działalności z młodzieżą, którą prowadził Wacław Laszkiewicz. Obecna ekipa kontynuuje jego dzieło. Warto z kronikarskiego obowiązku dodać, że pole golfowe Tokary umiejscowione jest na obszarze 55 ha. Oprócz samego pola jest tu driving range, chipping green, putting green oraz 3-dołkowa akademia golfa. W domku klubowym znajduje się proshop oraz trzy symulatory golfowe. Sportowym dopełnieniem tego malowniczo położonego resoru są dwa kryte korty tenisowe. Warto też wspomnieć o restauracji RODA, serwującej między innymi znakomite pierogi. Mieliśmy przyjemność ich skosztować podziwiając z tarasu restauracji całe pole. Widok jest olśniewający, tak jak atmosfera panująca na tym wspaniałym obiekcie.








